Naukowcy odkryli 45 substancji chemicznych w moczu kobiet w ciąży.
Wiele z nich wiąże się z niekorzystnymi skutkami porodu.
To nie było badanie z jakiegoś mało znanego czasopisma, którego nikt nie czyta.
Publikacja ukazała się w JAMA Network Open – wydarzeniu o poważnej skali. Pracami kierowali specjaliści ze Szkoły Zdrowia Publicznego. Gillins University of North Carolina, Stanford University i Woods Institute. Przeanalizowano dane pochodzące od ponad 5000 par matka-dziecko. Dzieci urodziły się w latach 2000–2021.
„Trudno uniknąć tych substancji chemicznych…” – stwierdziła Jessie Buckley, pierwsza autorka badania i profesor epidemiologii. „Nawet jeśli wiemy, że tam są… nasza kontrola nad sytuacją jest ograniczona”.
Nie możesz ich tak po prostu życzyć. Są w jedzeniu. W wodzie pitnej. Nic pewnego. W drogim szamponie. W zabawkach. W rzeczywistości sprzęt gospodarstwa domowego i śmieci po prostu emitują te substancje. Ftalany. WWA (wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne). Halogenowane fenole. Przeciętny uczestnik badania miał w swoim ciele 45 takich „duchów”. Najgorszy scenariusz? 64 substancje chemiczne w jednej próbce.
Ftalany zostały zakazane w zabawkach dla dzieci w 2017 r. Osiem rodzajów. Ponieważ są toksyczne. Logiczny.
W zakazie były jednak luki. Poważny. Nie obejmowało wszystkiego, z czym kobieta w ciąży może mieć kontakt lub wchłonąć. Co zatem wykazało badanie?
Zamienniki. Nowe „gwiazdy”. Te sprzedawane jako bezpieczniejsze. Można je znaleźć w kremach do pieluch. W aromatach. W tworzywach sztucznych przeznaczonych dla niemowląt. I są nie mniej szkodliwe. Być może nawet gorzej. Zamieniliśmy jedną truciznę na drugą.
Czy wiesz, że obecnie testujemy tysiące nieuregulowanych alternatyw?
Zespół zmierzył poziom 113 powszechnych substancji chemicznych. Stwierdzono, że ftalany – i ich substytuty – są konsekwentnie powiązane z krótszymi okresami ciąży. Mniej czasu w łonie matki. To jest złe dla dziecka.
Ftalany oznaczają także niższą masę urodzeniową. PAH? Ten sam. Nawet mało znane halogenowane fenole powiązano z mniejszą masą urodzeniową dzieci.
Tracy Woodruff ze Stanford mówi to bez ogródek.
„Potrzebujemy silniejszej polityki” – stwierdziła. „Nowsze chemikalia zastępujące toksyczne… są również szkodliwe”.
Chce, aby rządy faktycznie testowały substancje, zanim trafią one na rynek. I nie wtedy, gdy wszyscy jesteśmy już w nie „owinięci”.
Czy naprawdę musimy radzić sobie z tym sami?
Buckley wierzy, że nawet małe zmiany mają znaczenie. Trochę dłuższy czas rozwoju wewnątrzmacicznego. Nieco wyższa masa urodzeniowa. To zmienia trajektorię zdrowia na nadchodzące lata. Ale przyznaje również, że źródłem problemu nie są szafki kuchenne.
Systemowe. Woodruff twierdzi, że kobiety w ciąży są narażone na źródła poza ich kontrolą. Dlaczego więc zrzucać winę na matki? To leniwa nauka. Albo leniwy marketing.
„Rządy i firmy muszą działać lepiej…”, stwierdził Woodruff. „…ograniczenie szkodliwych substancji chemicznych w produktach codziennego użytku… doprowadzi do zdrowszych dzieci”.
Narodowe Instytuty Zdrowia wsparły te badania w ramach programu ECHO.
Mamy teraz dane. Wiemy, co tam jest.
Co dalej?
Zwykle nic nie dzieje się natychmiast. Czytamy nagłówki. Wpadamy w panikę kupując przefiltrowaną wodę na tydzień. Potem życie toczy się dalej. Z 64 substancjami chemicznymi.















