Witam! Nazywam się Jackie.
Pochodzę z Long Island w Nowym Jorku. Jeśli zapytasz moją mamę, powie Ci, że pasję do polowania na wyprzedaże odziedziczyłam po niej. Ma 160 cm wzrostu, jest byłą nauczycielką wychowania fizycznego i bez przesady najzabawniejszą osobą na świecie. A mój tata? Brzmi jak Tony Soppano, gdyby gangster trenował licealną drużynę koszykówki z bólem gardła.
Ogólnie rzecz biorąc, zawsze miałem szczęście. Wybrałem zawód aktorski – dziedzinę, w której sukces wydaje się niemal nieosiągalny. Przez wiele lat byłem biedny. Zarabiała jedynie na kręceniu reklam – tyle, żeby zatankować swojego piętnastoletniego RAV-4 i opłacić rachunki. Nie przestawałem, bo wiedziałem, że nie mam nic innego do roboty poza tym. To mogło być szalone.
A potem przyszła czterdziestka.
I nagle wszystko zaczęło się kręcić.
Dostałem główną rolę w serialu „Nikt tego nie chce”. Stał się hitem Netflixa. Spotkałem Joego. Adoptowaliśmy psy o imieniu Glen i Steven Spielberg. Wszystko było świetne. Naprawdę dobrze. Ja miałem swoje zdrowie, a oni swoje.
A potem znaleźli guzki u mojego taty.
Stało się to nagle.
Mama upiera się przy słowie „węzły”. To typowa taktyka żydowskiej matki. Nie mów rak. Mów węzeł. To tak, jakby właśnie znalazł dziwnego grzyba w ogrodzie. Jest w porządku.
Ale to nie były grzyby. Rak przerzutowy.
Lekarze zbadali go ze wszystkich stron. Nie znaleziono źródła. Przeprowadzili panel testów genetycznych pod kątem nowotworów dziedzicznych. Wynik: pozytywny dla BRCA1. Najprawdopodobniej rak piersi u mężczyzn. Lekarz powiedział mu: „Sprawdź swoje dzieci”.
Nadeszło lato. Dla mnie to rutynowa mammografia. Od niechcenia mówię radiologowi: „Nawiasem mówiąc, u mojego taty zdiagnozowano mutację BRCA1”.
W pokoju zapadła cisza. Pociąga nosem Jej wyraz twarzy natychmiast się zmienił. „Nie odchodź bez poddania się testowi”. Wezwała chirurga do gabinetu. Dla mnie obcy.
„Masz pięćdziesiąt procent szans, że jesteś nosicielem” – powiedział. „Wysokie ryzyko raka piersi i jajnika”.
OK. Oddychaj, Jackie.
Wewnątrz mnie? W jidysz nazywamy to kishkes (odwaga/uczucie). Moje przeczucie było takie, że byłem negatywnie nastawiony. „Jestem czysty” – powiedziałem mamie. „Po prostu to wiem.”
Dwa tygodnie później. Wyniki już dotarły.
Mój instynkt się nie mylił. Cholera. BRCA1 jest dodatni.
Nie było czasu o tym myśleć. Nie było czasu na krzyk. Klinika natychmiast oddzwoniła.
Kiedy chcesz umówić się na operację?
Byłem w banku żywności. Ochotniczo. Wyszła na zewnątrz. Usiadłem na betonowej ścieżce. Po prostu szlochałam do telefonu, tłumiąc mdłości.
“Jaka operacja? Nic o tym nie wiem!”
Poczułem się, jakbym dostał jeden gwóźdź w pole. „Zbuduj dom” – mówili. Jak? Gdy?
Wspólnota mnie uratowała. Przyjaciele onkologa Christiny Bell przesłali listę specjalistów: onkolog, onkolog ginekolog, chirurg piersi, chirurg plastyczny, doradca genetyczny.
Spotkałem wszystkich. Wycieczka po Los Angeles.
Konsultant genetyczny postawił wszystko na swoim miejscu: 85% ryzyko raka piersi. 65% – jajniki.
Na te liczby nie można zamknąć oczu. Gęsta tkanka piersi oznaczała więcej skanów MRI. Znaleziono nietypowe miejsce. Potrzebna biopsja. Otrzymałem ten telefon, jadąc na rozdanie nagród Emmy. Wyskoczyła z limuzyny z krzykiem. Poprawiliśmy makijaż. Wyszła na scenę. Zamknęła drzwi samochodu. Znowu płaczę. Od lipca do grudnia panował zupełny przepych i zupełny horror. Czasem o tej samej godzinie.
Rozszerzony nadzór? Nie.
Nie chciałam codziennie do końca życia sprawdzać swoich ramion.
Podjąłem decyzję. Żegnaj, moje piersi.
1 grudnia Planowana jest podwójna mastektomia.
Najpierw zorganizowaliśmy imprezę Boob Voyage. Trzeba się z nimi pożegnać. Przyjaciele, świeczki w kształcie piersi, poszewki na poduszki, toppery na babeczki. Ciemna strona produktów do usuwania piersi jest prawdziwa. „Czy to zwyczaj?” — ktoś pytał o nasz sztandar. „Nie” – odpowiedziałem. „Za 9,99 USD online.” Jest tak wiele kobiet, które tego doświadczają, że Amazon stworzył nawet osobną sekcję. Smutny. Ale to fakt.
Marzenie. Budzę się jako inna osoba.
Zdecydowałem się na jednoczesne usunięcie i rekonstrukcję. Niektórzy mówią, że lepiej poczekać. Najpierw usunięcie. Powiedziałem nie. Mój zespół wykonał tysiące takich operacji. Wszystko będzie dobrze. Jestem zadowolony z tej decyzji.
Chirurg wysłał tkankę do histologii. Znaleziono przerażające rzeczy. Stan przedrakowy.
Unikałem tego. Czysta szansa. Czyste szczęście. Lekarz krzyczał przez telefon: „Udało się! Uratowaliśmy ją!
Gęsia skórka. Nawet teraz o tym mówię.
To zmieniło wszystko. Drobne rzeczy wciąż mnie niepokoją – wciąż jestem taki sam – ale mają mniejsze znaczenie. Ważne rzeczy? Znaczą więcej. Kiedyś tęskniłam za pracą. – Chyba że praca wzywa.
Już nie.
Joe i ja wyjeżdżamy tego lata. Żadnych wymówek co do pracy. Tylko czas. Z nim. Z rodzicami. Codzienne rozmowy już nie wystarczą. Chcę być blisko.
Twarzą w twarz.
